Świat biznesu pełen jest ludzi, którzy nie ukończyli wyższej uczelni (sztandarowy przykład: Bill Gates), a jednak osiągnęli spektakularny sukces. Ich liczba skłania do zastanowienia się czy faktycznie w każdym przypadku dyplom uniwersytetu jest do czegokolwiek potrzebny?
Peter Thiel odpowiada, że nie i idzie jeszcze dalej tym tropem nazywając wszystkie renomowane uczelnie wielką spekulacyjną bańką, podobną do przewartościowanych akcji w ostatniej fazie hossy. Przedsiębiorca wskazuje, że kształcenie się na najlepszych uczelniach jest niezwykle kosztowne, a dla zdolnego studenta często oznacza dodatkowy, ukryty koszt - potencjalnie utraconych możliwości. Zamiast płacić krocie i odwlekać start biznesu przez kilka lat być może bezpowrotnie tracąc okazję życia, może jednak lepiej zacząć od razu?
Aby udowodnić swoją kontrowersyjna tezę, Thiel postanowił stworzyć specjalny projekt The Thiel Fellowship, w którym 20. młodych ludzi, którzy nie ukończyli jeszcze 20. roku życia otrzymuje po 100 tysięcy dolarów na rozpoczęcie własnego biznesu i porzuca dalszą naukę.
Thiel jest miliarderem, jednym z założycieli PayPala i głównych akcjonariuszy Facebooka, więc pieniędzy mu nie brakuje.
Oczywiście jego pomysł wywołał prawdziwą burzę i falę niechęci ze strony środowisk akademickich, ale czy w przypadku wielu zdolnych, młodych osób faktycznie nie jest tak, że może lepiej od razu niech zajmą się biznesem, zamiast uczyć się suchej teorii?
Wiadomo, że nie w każdym przypadku takie postępowanie ma sens i trudno sobie wyobrazić lekarza, który operuje pacjentów nie posiadając odpowiedniego wykształcenia. Jednak w świecie biznesu dyplom nie musi być obowiązkową przepustką do sukcesu.
źródło: biztok.pl
Moim zdaniem studia przydatne są tylko wtedy, kiedy ma się na siebie jakiś pomysł - w innym przypadku studia wręcz szkodzą.






